Oficjalna strona Bogdana Miklusza
[11/10/09]
[pazdziernikowy striptiz. gra w rozbieranego. darmowe show za oknem. kontemplacja zachodzacego slonca. znikanie. opadanie. zasypianie. naga prawda. jesienna melancholia. zadumanie od mysli do mysli. powolne autobusy. droga kawa. slodka pociecha.]
ucieczka. skok w boczną drogę. marsz w stronę słońca. pomału. pod nogami dywan wielolistny. ponad głową fala wiatru. j. postanawia zniknac. na jakis czas. gór mi mało i trzeba mi więcej. palcem po mapie wędruję na sam szczyt tarnicy. r. rozpala w piecu w chacie na otrycie. matka mowi ze szczypie juz zimą.
uczę się nowych słów, znaczeń; rozbieram życie na części pierwsze i ostatnie. pochylam się, do
[06/10/09]
Jesień. Czas wzmożonej grawitacji. Lekcja plastyki. Lustra kałuż pod nogami. Zbieranina lisci, kasztanow, zoledzi, pajeczyn, kolorow, ciszy. Terapia wzrokowa.
Jestem. Czas wymienić buty, zmienic skore na zime. Rozpalić ogień w piecu, nakarmić oczy, rozgrzac dusze do czerwonosci.
Zycie zaczyna się tu i teraz. Znowu. Dzień po dniu. Od nowa. Codziennie. Zyje się. Pomalutku. Z przerwami na ciszę. Bez kalendarza.
Padam do przodu.
Uczę się szczęścia od początku.
[29/09/09]
[początek czwartego zabicia psa; fragmenty zycia rozrzucone w czasie, lekcja prawdy, rachunek sumienia. chwile, ułamki sekund, mysli strumieniem pod prad.]
duszno. łapię wiatr w dlonie, piję lapczywie. gorycz. osiemnascie stopni celsjusza, cisnienie niskie, zachmurzenie czesciowe, wilgotnosc ponad normę.
szczescie według Ziglara i Kopmeyera- staram sie uwierzyc w proste recepty nie robiac uwag zwrotnych. po drodze usmiechaja sie do mnie nieznajome twarze, za funta znalezionego na ulicy kupuje troche swiezej salaty, chleb, szesc paczkow, winogrona i pol kilograma pomidorow.
na kartce papieru szkicuje plany na przyszlosc- okreslam czasoprzestrzenie, kreuje czas
[23/09/09]
Tam i z powrotem. Głód wypowiedzi i brak słów. Na skrawku koszuli zawiazuję codzienność w mocny supeł. Czasem nie do rozsuplania.
Nigdy przedtem pisanie nie bolało tak mocno, nie pociło się tak mokro, nie krzyczało tak cicho. Nigdy przedtem rzeczywistość nie dawała tak w łeb.
Senność, marzenia we mgle; spisuję stan majątku na luznej, poszarpanej kartce. Jestem wart tyle ile niewart. Próbuję zbudować schody do Nieba pustymi rękami.
od brzegu do brzegu
serce pod prąd
[cwiczę pamiec na pamięc, rysuję przyszlosc rozowa kredka- tak trzeba- mówi matka, systematycznie wracam na ziemie przed zmrokiem
Not enough data.
Calculated for blogs with 20+ followers.
Questions? contact: networkedblogs@ninua.com
Copyright (C) 2008, Ninua, Inc.